Napięcie przedmiesiączkowe - czym jest naprawdę?

 

Artykuł napisany przez Helen Farrell lekarkę pracującą w Kanadzie. Pochodzi on z książki "Doctors Look at Macrobiotics" (Lekarze przyglądają się makrobiotyce), wydanej przez Michio Kushi, Japan Publications, 1988.

 

Napięcie przedmiesiączkowe to zespół symptomów pojawiających się w czasie od jednego do czternastu dni przed rozpoczęciem menstruacji. Mogą one przybierać formy zarówno dolegliwości fizycznych jak i psychicznych. Symptomy nieraz różnią się nieco w poszczególnych miesiącach, w zależności od tego jak kobieta reaguje na stres w życiu prywatnym, rodzinnym i zawodowym. Jednak generalnie są podobne przez wiele cykli. Rozpoczęcie miesiączki przynosi wielką ulgę. W mojej pracy stwierdziłam, że kobiety cierpią na różne dolegliwości od momentu pokwitania aż do menopauzy. Napięcie występuje jednak najczęściej u kobiet około trzydziestki.

Swoje wykłady na temat napięcia przedmiesiączkowego rozpoczynam zwykle od wyjaśnienia, co uważam za normalny cykl menstruacyjny, gdyż wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy z tego, co jest normalne, a co nie. Kobiety zdaje się zaakceptowały już fakt, iż muszą z uśmiechem znosić ten comiesięczny dyskomfort. Długość cyklu powinna być regularna z możliwym wahaniem od dwóch do trzech dni - 25 do 35 dni. W pierwszym dniu kobieta nie powinna odczuwać żadnych skurczów ani napięcia. Krew powinna płynąć od razu, mieć czerwony kolor i nie zawierać skrzepów. Po trzech lub pięciu dniach krwawienie powinno ustąpić. W czasie owulacji może wydzielać się śluz i możliwy jest lekki ból z lewej lub prawej strony brzucha. Nie powinna występować huśtawka nastrojów. W okresie pięciu do siedmiu dni przed menstruacją może występować lekkie zatrzymywanie wody i spadek energii.

Kobiety najczęściej narzekają na huśtawki nastrojów. Mówią mi, że są w stanie znieść liczne fizyczne dolegliwości ale nie radzą sobie z psychicznymi. Dotyka to także ich rodziny. W czasie owulacji czują się tak, jakby ktoś nagle włączył tajemniczy przycisk i nie są w stanie panować nad swoimi emocjami. Stają się płaczliwe, nerwowe, złe, zmęczone, wybuchowe, brak im koordynacji i mają nawet skłonności samobójcze.

Jest oczywiste, że wpływ na to ma nierównowaga hormonalna. Estrogen i progesteron zmieniają metabolizm glukozowo-insulinowy i mogą powodować hipoglikemię. Jeśli w diecie znajdują się produkty obniżające poziom cukru we krwi, problem jeszcze narasta. Duża zmienność poziomu cukru we krwi nie pozwala na to, by mózg otrzymywał stały dopływ potrzebnej glukozy. W konsekwencji zaczyna rządzić "zwierzęcy mózg". To właśnie jest przyczyną wielu wymienionych wyżej objawów.

Gdy jesteśmy pod wpływem stresu (a w okresie przedmiesiączkowym kobiety są w tym stanie) i do tego jemy cukier, powoduje to szczególne zmiany hormonalne, które są przyczyną napięcia nerwowego i zmęczenia. Dodatkowo cukier i kofeina sprawiają, że insulina wydziela się w ilości większej niż potrzebuje organizm i w konsekwencji opada poziom cukru we krwi. Wiele pacjentek uważa, że cukier dodaje energii, której tak potrzebują w tych dniach. Faktycznie jest odwrotnie - cukier pozbawia jej. Michelle Harrison w swojej książce "Self-Help for Premenstrual Syndrome" (Samopomoc w napięciu przedmiesiączkowym) pisze, że używanie cukru jako paliwa jest jak palenie w piecu gazetami - szybko spala się dużym płomieniem i za chwilę potrzeba następnych gazet.

Tak więc, aby ustabilizować poziom cukru we krwi, należy wyeliminować kofeinę, cukier i słodycze, jedząc natomiast częściej niewielkie porcje posiłków. Huśtawki nastrojów zmniejszą się wtedy znacznie. Zauważyłam jednak, że u niektórych pacjentek nie znikają one pomimo zmian w diecie. Przypuszczam, że w tych przypadkach występują u nich silny stres zewnętrzny lub problemy emocjonalne, które są tak poważne, że powodują kłopoty przed menstruacją. Dobrze jest wtedy nie planować zbyt ekscytujących wydarzeń.

Przed menstruacją kobieta może potrzebować 500 kalorii więcej niż zwykle Oznacza to ogólny wzrost apetytu, a nie jakieś szczególne zachcianki. Ponieważ nasza dieta jest ekstremalnie niezrównoważona, zachcianki też występują powszechnie. Szczególnie na czekoladę. Dieta o dużej zawartości cukru powoduje, że kobiety chcą go jeszcze więcej, gdy spada poziom glukozy we krwi.

Z makrobiotycznego punktu widzenia zachcianki są wynikiem spożywania ekstremalnego pożywienia - zbyt rozszerzającego lub zbyt obkurczającego. Jeśli jemy zbyt dużo produktów obkurczających, takich jak mięso, sery czy sól, ciało automatycznie żąda czegoś rozszerzającego, jak cukier, by zachować równowagę. To zjawisko wzmaga się w okresie przed menstruacją, gdy zmienia się metabolizm glukozy.

Częstym problem u kobiet jest także puchnięcie. Powszechna współczesna dieta powoduje występownie tego stanu permanentnie. Gdy puchnięcie jest zbyt duże, może powodować bóle i zawroty głowy, podenerwowanie, nadwrażliwość na światło, ospałość i ogólne uczucie dyskomfortu. Zatrzymywanie wody jest często spowodowane nadmiernym spożyciem soli. Dodatkowo dieta bogata w rafinowane węglowodany powoduje wzrost produkcji insuliny, co utrudnia nerkom wydzielanie soli. To także ma wpływ na zatrzymywanie wody. Tak więc, by zmniejszyć puchnięcie trzeba ograniczyć spożycie soli i cukru.

Innym złym zwyczajem wśród pacjentek jest spożywanie ogromnej ilości wody. W wielu czasopismach czytamy jak dobrze działa na organizm picie codziennie dużej ilości wody. Jednak jeśli wypijamy sześć do ośmiu szklanek wody, plus herbatę, kawę i soki owocowe, a jeszcze mamy problem z puchnięciem,  nerki po prostu nie radzą sobie z przerobieniem takich ilości i nadmiar płynów zbiera się w tkankach. Wiele kobiet często oddaje mocz nawet w nocy, wstając kilka razy. To jeszcze potęguje stres, którego przecież chcemy unikać.

Bardzo powszechnym problemem występującym u kobiet są też obolałe i nabrzmiałe piersi. Stan taki rozpoczyna się często w czasie owulacji i kończy w pierwszym dniu menstruacji. Zauważyłam że 90 % moich pacjentek cierpi na tę dolegliwość. Dla niektórych z nich jest to naprawdę przykre i bolesne. Kiedyś przepisywałam w takich przypadkach olejek z pierwiosnka i witaminę E, lecz odnotowałam niewielką poprawę. Po wielu latach praktyki stało się dla mnie oczywiste, że jeśli kobieta wyeliminuje ze swojej diety nabiał, problem znika w ciągu dwóch, trzech miesięcy.

Annamarie Colbin w swojej książce "Odżywianie a zdrowie" stwierdza, iż spożywanie nabiału ma znaczny wpływ nie tylko na stan piersi ale także na inne zburzenia żeńskiego układu rozrodczego, takie jak guzy jajników, cysty, upławy, infekcje, skurcze i obfite menstruacje. Stwierdza także, że odstawienie produktów, które wiążą się z układem rozrodczym zwierząt, takich jak mleko i jego przetwory, jajka i mięso zwierząt hodowanych na estrogenach, powoduje zanik wymienionych problemów.

Kolejnym problemem, na które cierpi wiele kobiet są przedmiesiączkowe bóle głowy. Są one ściśle związane z zatrzymywaniem wody, zmęczeniem i stresem. Odkryłam, że wyeliminowanie z diety nabiału jest głównym czynnikiem rozwiązującym ten problem. Istotne jest także ograniczenie spożycia produktów powodujących zatrzymywanie wody, a także tych, które powodują hipoglikemię. Wiele pacjentek budzi się z bólem głowy. U tej grupy występuje znaczny spadek poziomu cukru we krwi w nocy. Eliminując z diety kofeinę, cukier i słodycze, można znacznie złagodzić tę dolegliwość.

Większość osób, które spotykam cierpi na zaparcia i ma za sobą problemy z hemoroidami lub innymi dysfunkcjami jelita grubego. Moim ulubionym powiedzeniem było kiedyś: "jeśli jelita nie pracują dobrze, wówczas wszystko inne też działa źle". Często tłumaczę pacjentom, że jelita są centrum przetwarzania. Wszystko, co wkładamy do ust jest tam przerabiane. Jeśli jelita nie funkcjonują właściwie, ciało nie przyswaja potrzebnych mu składników odżywczych. Wiele osób stosuje środki przeczyszczające lub dodaje błonnik do swojej diety. Otręby są ostatnio  bardzo modne. Ale dlaczego nie jeść pełnych ziaren zbóż, zamiast tylko ich część?

Innym powszechnym powodem zaparć jest nadmierne spożycie nabiału. Po wyeliminowaniu go z diety pacjenci wypróżniają się regularnie i znacznie częściej. Przyczyną złej pracy jelit, zaparć, biegunek i hemoroidów jest pochodzący z nabiału śluz. Zła praca jelit jest też przyczyną złego stanu skóry.

Większość ludzi nie rozumie relacji istniejącej pomiędzy różnymi częściami ciała. Traktują siebie, tak jak czyni to większość lekarzy, jako system występujących odrębnie objawów i problemów. Zawsze uważałam, że stan skóry zależy bezpośrednio od tego, co dzieje się wewnątrz organizmu. Rozbawia mnie podejście dermatologów do wszelkich problemów skórnych. Pewnie zauważają marne skutki swojego leczenia, ale mimo to zupełnie ignorują stan organów wewnętrznych.

Makrobiotyka pomogła mi zrozumieć fizjologię stanu skóry, znaczenie występowania i rozmieszczenia plamek, krost i pieprzyków. Często mówię pacjentom, że zły stan skóry jest odbiciem tego co znajduje się w układzie żołądkowo-jelitowym, czyli także tego, co wkładamy do ust. Nie ma wątpliwości co do tego, że istnieje bezpośredni związek między spożywaniem cukru a różnego rodzaju pryszczami. Ostatnio odkryłam, że wyeliminowanie z diety produktów zwierzęcych i cukru całkowicie rozwiązuje problemy ze skórą. Interesującym jest fakt, że zaraz po odstawieniu tych produktów przez kilka miesięcy skóra wygląda gorzej. Przypuszczam, że następuje wtedy proces oczyszczania i jest to "moment krytyczny" leczenia.

U większości kobiet w okresie przed menstruacją występują pryszcze w okolicy ust i brody. Z punktu widzenia orientalnej diagnozy jest to całkowicie zrozumiałe, gdyż ten rejon reprezentuje stan układu rozrodczego. I to znów pokazuje jasno, jak hormony mogą wpływać na biochemiczną nierównowagę.

Warto też wspomnieć tu o menopauzie, gdyż podobnie jak  przy napięciu przedmiesiączkowym, rzadko kiedy podkreśla się, jak ważne jest odżywianie. Menopauza to proces naturalny. Jeśli tak, to dlaczego tak wiele kobiet cierpi z jej powodu całymi latami? Zmiany w pracy jajników, spadek produkcji hormonów i połączone z tym zmiany fizjologiczne, to dla organizmu wielki wewnętrzny stres. Jeśli ciało już bez tego nie funkcjonuje właściwie, nie może dziwić fakt, iż pojawiają się dodatkowe objawy. Lecz, podobnie jak w przypadku napięcia przedmiesiączkowego, wystarczy dokonać zmian w diecie.

Spotykam nastolatki z problemami, jakie mają kobiety trzydziesto-, czterdziestoletnie. To naprawdę smutne, że tak wiele młodych dziewcząt cierpi z powodu skurczów, wymiotów, zawrotów i bólów głowy. Z tego powodu co miesiąc opuszczają jeden lub dwa dni w szkole. Oprócz tego cierpią na zaburzenia skórne, zmęczenie i huśtawki nastrojów. Skutek złego odżywiania objawia się w okresie dojrzewania, czasie wielkich wewnętrznych zmian.

Jedna z pacjentek wspomniała mi kiedyś o makrobiotyce. Już wcześniej słyszałam to określenia, ale nie wiedziałam zbyt wiele na ten temat. Podsunęła mi kilka książek i od tego czasu postanowiłam zmienić swoje nawyki żywieniowe. Chciałam też nauczyć się jak najwięcej. Moją pierwszą książką kucharską była "Macrobiotic Cooking", napisana przez Wendy Esko. Po przeczytaniu wstępnych rozdziałów doznałam olśnienia. To wszystko miało głęboki sens. Mając za sobą medyczne doświadczenia i możliwość spotykania setek pacjentek, wiedziałam, że muszę zgłębić tę wiedzę. Wtedy przeczytałam książkę Michio Kushi'ego "Natural Healing through Macrobiotic" (Leczenie naturalne za pomocą makrobiotyki) oraz "How to See Your Health" (Jak ocenić stan swojego zdrowia) i otworzyły się dla mnie nowe drzwi medycyny.

Nie tylko zalecałam zmiany swoim pacjentkom, ale sama dla siebie zaczęłam gotować makrobiotycznie. Chociaż moja dotychczasowa dieta nie była całkiem niezdrowa, to jednak były w niej błędy, no i podjadałam słodycze z cukrem. Po miesiącu stosowania nowego odżywiania i odstawieniu witamin czułam się gorzej niż kiedykolwiek dotychczas. Miałam okropny katar, byłam wyczerpana fizycznie i psychicznie. Oczywiście był to skutek oczyszczania i proces leczenia, ale trudno mi było to zrozumieć. Brakowało mi też czasu na przygotowywanie posiłków i powoli wróciłam do starych nawyków.

Ostatnie półtora roku czytałam wiele książek, stosowałam zdobytą wiedzę u pacjentek i przede wszystkim zaczęłam uczęszczać na lekcje gotowania. Ten sposób polecam wszystkim. Biorąc udział w nauce gotowania i uczestnicząc w makrobiotycznych konferencjach, stałam się lepiej zorganizowana i łatwiej mi teraz stosować podejście makrobiotyczne w życiu codziennym. Doświadczając wiele na sobie potrafię lepiej pomagać moim pacjentkom.

Zdobyłam duże doświadczenie osobiste i zawodowe w dziedzinie napięcia przedmiesiączkowego i pokrewnych zaburzeń. Kiedyś myślałam, że jedynym lekarstwem na to jest ciąża. Oczywiście, objawy związane z cyklem menstruacyjnym znikają podczas ciąży. Jednakże wydzielane w tym czasie hormony w ilości trzydziestu lub czterdziestu mogą ukryć fakt, iż ciało pozostaje w biochemicznej nierównowadze. Ciąża potęguje stres i jest bardzo prawdopodobne, że po jej zakończeniu wszystko jeszcze się pogorszy.

Napięcie przedmiesiączkowe nie jest nim wcale. To po prostu szereg skupionych objawów pojawiających się w kobiecym ciele, będącym skutkiem stresu, głównie żywieniowego. Wielu kobietom przynosi ulgę stosowanie witamin, jednak nie jest to fundamentalne rozwiązanie. Eliminacja lub znaczne ograniczenie spożycia kofeiny, rafinowanej soli, cukru, alkoholu, nabiału i mięsa podnosi znacznie witalność i zmniejsza ilość dokuczliwych objawów. Może to także stać się początkiem drogi do stałych zmian w sposobie odżywiania.

W dzisiejszym społeczeństwie kobietom trudno jest dokonać zmian żywieniowych, szczególnie gdy rodzina stawia opór. Dobrze jednak byłoby gdyby chociaż miały świadomość jaki wpływ ma pożywienie na ich umysł i ciało. To duży krok w kierunku uzyskania optymalnego cyklu i dobrego stanu zdrowia.

 

Napoje lecznicze związane z menstruacyjnymi zaburzeniami znajdą Państwo w książce "Domowe sposoby leczenia", autor Michio Kushi. Książkę można zamówić prchodząc na zakładkę "sklep".

Polecam też "Leczyć ryżem" autor Alex Jack.        

© hito.pl 2006