![]() |
|
Przedstawiam rozmowę, jaką przeprowadziłam z Wieke Nelissen, współdyrektorką Kushi Institute of Europe. Razem z mężem Adelbertem od ponad trzydziestu lat prowadzi naukę makrobiotycznego gotowania dla całej rodziny. Jest autorką książki “Summer Conference 2004 Cook Book”. Jej lekcje są bardzo praktyczne; Wieke pokazuje jak szybko i dynamicznie przyrządzić smaczny i zdrowy posiłek. Jest matką pięciorga dzieci i babcią pięciorga wnuków.
AH: Jak zaczęła się Twoja przygoda z makrobiotyką? Czy początki były trudne? WN: Kiedy zetknęłam się z makrobiotyką, pracowałam w szpitalu jako technik radiolog. Zostałam zaproszona do restauracji makrobiotycznej i serwowane tam potrawy od razu mi zasmakowały. To było jak powrót do domu po długiej podróży, wreszcie normalne jedzenie. Przez całe dzieciństwo chorowałam na katar sienny i anemię. Po pół roku jedzenia pełnych ziaren zbóż, warzyw i fasolek nagle zauważyłam, że nie odczuwam już zmęczenia, a katar sienny minął bezpowrotnie. Więc chociaż choroba nie była powodem mojego zainteresowania makrobiotyką (przyzwyczaiłam się do swoich dolegliwości), odczuwałam wielką radość, że czuję się tak dobrze. A co jeszcze wspanialsze, w tej małej restauracji poznałam też swojego męża Adelberta. To wszystko działo się niemal czterdzieści lat temu. AH: Co według Ciebie oznacza termin „makrobiotyczny styl życia”? WN: W czasie moich kursów niektórzy narzekają, że z powodu makrobiotyki czują się wyobcowani. Moja rodzina nigdy tego nie doświadczyła. Mamy wielu przyjaciół, którzy przychodzą do nas, by wspólnie zjeść posiłek lub razem z nami wykonać jakąś pracę. W tym stylu życia czuję się całkowicie komfortowo. Nasze dzieci również postrzegają go jako zupełnie naturalny, a ich życiowi partnerzy także zaczęli odżywiać się makrobiotycznie. To naprawdę pomaga, kiedy rozumie się zasadę skutku i przyczyny, zauważa się dwie strony medalu, czyli po prostu poznaje się prawa natury. Znajdujesz rozwiązania różnych problemów, przestajesz narzekać i obwiniać innych; po prostu próbujesz działać pozytywnie. Daje to poczucie siły. Już od samego początku nauczyliśmy się jednej, bardzo ważnej rzeczy: by nie stać się makrobiotycznymi fundamentalistami. Stosowaliśmy tak zwaną standardową dietę makrobiotyczną, ale bardzo zróżnicowaną, o ciekawych smakach; zawsze były desery i zdrowe przekąski. Obawiam się, że gdybyśmy nie dokonali tego wysiłku, nasze dzieci zniechęciłyby się do diety makrobiotycznej. A tak jest na odwrót - niektóre z nich uczą innych różnych aspektów makrobiotyki. AH: Dlaczego takie ważne jest to, co jemy na co dzień? WN: Jesteśmy wynikiem tego, co przyjmujemy. Na swoje pożywienie mamy największy i najprostszy wpływ. Na środowisko, otoczenie nie możemy wpływać tak łatwo, jak na to, co wkładamy do ust.. Tak więc codziennie możemy decydować o tym, czy odżywiać się tak, by budować swoje zdrowie i pomyślność. W każdym momencie życia można rozpocząć zmianę swojego losu - spróbować postawić na głowie swoje choroby i nieszczęścia. Można przestać być ofiarą, stać się panem swego życia. AH: Co poradziłabyś tym, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z makrobiotyką, a zwłaszcza kobietom? WN: Faktem jest, iż teraz jest łatwiej niż czterdzieści lat temu. Chociaż my sami nigdy nie uważaliśmy, że jest to trudne. To była raczej wielka przygoda, codziennie nowe odkrycia. Dzisiaj jest wiele książek, można brać udział w kursach, lekcjach gotowania. Oczywiście, gdy ktoś zaczyna w momencie pojawienia się poważnej choroby, może być ciężko. Ale spotkaliśmy wiele osób, które pomimo trudnej sytuacji potrafiły odnaleźć wewnętrzny spokój, odzyskały jasność myślenia, a w wielu przypadkach także zdrowie. Trzeba trochę czasu, by nauczyć się jeść właściwie. Trzeba też nauczyć się dobrze gotować, tak, aby jedzenie smakowało całej rodzinie. Z początku spędza się w kuchni nieco więcej czasu, ale za to mniej w poczekalniach przychodni i w szpitalach. Moja rodzina nie korzysta w ogóle z pomocy lekarzy. Ile zaoszczędzonego czasu! W dawnych czasach na Dalekim Wschodzie Abt (głowa klasztoru) był także kucharzem. Była to niezwykle odpowiedzialna funkcja, bo w jego rękach było zdrowie wielu ludzi. Każdy posiłek był jak lekarstwo, które nie tylko budowało zdrowie, ale także miało sprawić, by spożywająca je osoba mogła spełniać swoje marzenia, żyć bez zahamowań i frustracji. Dlatego osoba, która gotuje w domu wykonuje bardzo ważną pracę; powinno się traktować ją z szacunkiem i wdzięcznością. AH: Jaka jest rola kobiety w nowoczesnej rodzinie i w społeczeństwie? Dlaczego tak ważne jest, by była ona zdrowa? WN: W różnych czasopismach można przeczytać o tym, że kobiety wznawiają ruch feministyczny, ponieważ widzą, że osiągnęły już tyle, iż powinny mieć tę samą pozycję, co mężczyźni. Rozwinęły w sobie jednak tylko męską energię. Dzieje się tak dlatego, że spożywają dużo produktów pochodzenia zwierzęcego. Ten pokarm sprawia, że ludzie zamiast współpracować zaczynają współzawodniczyć ze sobą. Kobiety generalnie bardziej interesują się swoim zdrowiem niż mężczyźni ( statystyki pokazują, że odwiedzają znacznie częściej lekarzy). Dla przyszłości rodzaju ludzkiego jest bardzo ważne, aby kobiety stały się świadome tego, jak bardzo ważne jest zdrowie ich rodzin. Pokój na świecie jest ściśle związany ze stanem zdrowia społeczeństw. Rolą kobiety jest tworzenie zdrowej, szczęśliwej rodziny – to początek każdej społeczności. Jeśli kobieta nie ma własnej rodziny, może stać się taką społeczną matką; może pomagać innym budować ich zdrowie i codzienną radość. Rada praktyczna: bardzo dobrze jest, gdy kobieta ma pracę zawodową i w niej się realizuje, ale trzeba też w tym samym czasie dbać o siebie. Wiele mówimy na ten temat na kursie Zdrowie Kobiety w Instytucie Kushi’ego. AH: Kiedy powstał Instytut Kushi’ego i czego tam można się nauczyć? WN: Instytut powstał w latach siedemdziesiątych, na cześć jednego z naszych najlepszych nauczycieli Michio Kushi’ego. On sprawił, że makrobiotyka stała się zrozumiała dla wielu, wielu ludzi na całym świecie. W Instytucie można nauczyć się, co oznacza makrobiotyczny styl życia i odżywiania. Dla tych, którzy chcą u nas studiować jest wiele możliwości: lekcje gotowania, weekendowe kursy, intensywne kursy 3x dwa tygodnie, a także programy specjalne i coroczna Letnia Konferencja. Obecnie mamy też restaurację i sklep z produktami najlepszej jakości. Wszystkie produkty są bez cukru jajek, nabiału, mięsa, konserwantów i bez użycia składników modyfikowanych genetycznie. Pod tym względem jesteśmy wyjątkowi na światowym rynku naturalnej żywności. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że każdy kęs makrobiotycznego posiłku jest faktycznie pierwszym politycznym aktem zbliżającym nas do lepszego świata. AH: Czy byłaś kiedyś w Polsce i czy próbowałaś naszych tradycyjnych potraw? WN: Prowadziłam raz w Warszawie lekcje gotowania i bardzo mi się podobało. Ludzie są bardziej uprzejmi niż w krajach zachodnich i jeszcze nie tak zepsuci. W Waszej tradycyjnej kuchni jest wiele wartościowych potraw, szczególnie kiszonki i różnego rodzaju zupy, które z nich się przyrządza. Być może dla Polaków miso jest zbyt drogim produktem, ale jestem przekonana, że Wasze tradycyjne potrawy z warzyw fermentowanych z solą są bardzo wartościowe; dobrze wpływają na trawienie i lepsze zdrowie. Mam nadzieję, że w Polsce ciągle istnieje tradycja jedzenia jęczmienia i kaszy gryczanej? I wspaniały też jest zwyczaj piklowania dziko rosnących grzybów. One równoważą i pomagają pozbyć się nadmiaru produktów zwierzęcych. Obydwoje z Adelbertem bardzo chcielibyśmy przyjechać do Polski i wtedy być może lepiej zapoznać się z Waszymi tradycjami. Polecam gorąco książkę kucharską Wieke Nelissen "Smaki świata w kuchni makrobiotycznej". Można ją zamówić przechodząc na zakładkę "sklep". |